Wpisy

  • środa, 12 lutego 2014
    • Błędy w Błękitnym zamku

      Dawno nie pisałam, bo i nie było tak naprawdę o czym.

      Dzisiaj jednak odkryłam coś, co mną wstrząsnęło. No może nie wstrząsnęło, ale zdziwiło.

      Błędy w Błękitnym zamku! 

      Błękitny zamek czytałam kilkadziesiąt razy. Dlaczego wcześniej tego nie zobaczyłam? Być może widziałam, ale nie zwróciłam uwagi, myśląc, że to wina tłumacza?

      Pierwsza pomyłka związana jest z miesiącem czasu akcji. Urodziny Valancy wypadają w ostatnim tygodniu maja - w jej pokoju jest zimno bo pani Frederickowa uważała, że nie ma potrzeby palenia w piecu po 24 maja. Abel Gay pojawia się w jej domu w drugim tygodniu czerwca, aby naprawić dach frontowego ganku. Po jakimś czasie wypłaca jej pierwszą pensję - czyli prawdopodobnie minął miesiąc, a tu dalej trwa czerwiec! Po powrocie z zakupów Valancy mija swój dom, w którym matka zapewne traci piękny czerwcowy wieczór na oszukiwanie w pasjansa.

      Tak samo rozciągliwy okazuje się być wieczór tańców w Chidley Corners. Dalej trwa czerwiec, Valancy z Ablem ruszają wcześnie i jadą podczas zachodu słońca. Na zabawie Valancy przez jakiś czas bawi się dobrze - aż do godziny jedenastej. Wtedy ratuje ją Barney, psuje się Lady Jane i Valancy z Barneyem siedzą przez dłuższy czas na poboczu. Kiedy nadjeżdża wuj Wellington, wykrzykuje on, że jest już dziesiąta wieczór. Następnie Valancy w rozmowie z Olive mówi, że spędziła z Barneyem trzy godziny, podczas których nie próbował on jej pocałować.

      Czy w pozostałych książkach Montgomery są też błędy tego typu? Spróbuję je prześledzić pod tym kątem.

      A tymczasem - byle do wiosny!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Błędy w Błękitnym zamku”
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      środa, 12 lutego 2014 12:44
  • wtorek, 23 lipca 2013
    • Nowe wydanie błękitnego zamku we wrześniu!

      Po wielu latach posuchy w księgarniach już 25 września pojawi się nowe wydanie Błękitnego zamku! Ostatnie chyba było wydanie z Wydawnictwa Literackiego z 2008 roku (były jakieś późniejsze? Wydaje mi się że nie), a potem nic.

      Nowy Błękitny zamek ma wydać Egmont. Pojawić ma się w serii Romantyczna, która to jest serią książek, do których wraca się z sentymentu i z zachwytem, które towarzyszą w stawaniu się kobietą, a ponadczasowe wartości przekazują klasycznym językiem dzieł literatury.

      Nie znalazłam na ich stronie ani zapowiedzi ani informacji o takiej serii, a samą wiadomość o książce znalazłam na stronie empiku.

      Tłumaczenie to przekład Joanny Kazimierczyk. 

      Największe zdziwienie ogarnęło mnie gdy spojrzałam na okładkę, to było klasyczne "ależ przepraszam, ale co autor miał na myśli?!", a zresztą sami zobaczcie:

       

      Jeżeli to miałaby być Valancy to autor okładki nie przeczytał nawet pierwszych dziesięciu stron książki, więc podejrzewam, że po prostu dobrano jakieś urocze, romantyczne zdjęcie i dodano parę kwiatków, żeby było jeszcze bardziej romantycznie.

      Efekt jest.. no ten tego... romantyczny.

      Nie ma co jednak narzekać, przynajmniej znowu będzie można kupować ludziom w prezencie Najlepszą Książkę Świata ("masz, czytaj, a potem podziękuj mi na kolanach"), a to chyba najważniejsze, czyż nie?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 lipca 2013 18:59
  • środa, 10 lipca 2013
    • ania z bellony

      Dawno mnie nie było, prawda? Przez ten czas bywałam w Belgii i w paru dziwacznych wioskach, gdzie nie było internetu. Dzisiaj jednak jestem w moim własnym mieście i otrzymałam paczki z kilkoma książkami a w tym z nowym wydaniem Ani z Zielonego Wzgórza z wydawnictwa Bellona. 

      Ania z Zielonego Wzgórza Bellona

      Zwróciłam na nie uwagę już jakiś czas temu, ale uznałam, że skoro jest to jedynie opracowanie na podstawie tłumaczenia Bernsteinowej, to mogę na nie poczekać aż do następnej wypłaty. Mój instynkt jak zwykle mnie nie zawiódł.

      Zawsze kiedy dostaję do ręki nowe tłumaczenie, zaglądam najpierw na trzy fragmenty, po których poznać można jaka będzie reszta - na początek to miejsce gdzie Ania się przedstawia, bo jestem ciekawa jak tłumacz wybrnął z Anne z "e". Potem sprawdzam rozdział z tortem bo interesuje mnie jakiej nazwy tym razem użyto dla zawartości słoiczka po najlepszej wanilii. Ostatnią rzeczą jaką sprawdzam jest ostatni akapit i to, czy tłumacz wie, że to jest cytat z Browninga, a już szczególnie lubię jak tam jest przypis, ale ja ogólnie mam fisia na punkcie przypisów.

      W opracowaniu Grażyny Szaraniec ten fragment został po prostu zamordowany.

      Na poświadczenie przepiszę ostatni akapit oryginału,  dwóch najlepszych tłumaczeń tej książki (według mnie) i jego najnowszego "opracowania".

      Na początek oryginał:

      Anne sat long at her window that night companioned by a glad content. The wind purred softly in the cherry boughs, and the mint breaths came up to her. The stars twinkled over the pointed firs in the hollow and Diana’s light gleamed through the old gap.Anne’s horizons had closed in since the night she had sat there after coming home from Queen’s; but if the path set before her feet was to be narrow she knew that flowers of quiet happiness would bloom along it. The joy of sincere work and worthy aspiration and congenial friendship were to be hers; nothing could rob her of her birthright of fancy or her ideal world of dreams. And there was always the bend in the road!‘‘God’s in his heaven, all’s right with the world,’’ whispered Anne softly.


       Teraz Paweł Beręsewicz, wydawnictwo Skrzat, Kraków 2012:

      Tej nocy Ania długo siedziała w oknie i była bardzo zadowolona. W gałązkach czereśni mruczał wiatr, a z ogrodu dolatywał miętowy powiew. Nad szpiczastymi jodłami w dolince mrugały gwiazdy, a w oknie Diany paliło się światło.

      Od owej nocy, kiedy tu siedziała po powrocie z Akademii, horyzont Anii bardzo się zawęził. Miała jednak dziwną pewność, że nawet jeżeli ścieżka  rozwinięta przed jej stopami będzie wąska, to poprowadzi ją pośród kwiatów spokojnego szczęścia. Czekała ją radość uczciwej pracy, szlachetnych ambicji i serdecznej przyjaźni. Nic nie mogło jej pozbawić przyrodzonego prawa do wyobraźni i cudownego świata marzeń.. A poza tym na każdej drodze zdarzają się zakręty. "Bóg jest na niebie, świat dobrze się ma" - szepnęła Ania cicho, cichutko"

       

      Moje najstarsze wydanie Ani z Zielonego Wzgórza, R. Bernsztajnowa, Wydawnictwo M. Arcta, Warszawa 1925:

      Długo siedziała Ania tego wieczoru u okna z cichą radością w duszy. Wiatr lekko kołysał gałęzie wiśni, a zapach mięty płynął ku niej z ogrodu. Gwiazdy zerkały poprzez szczyty jodeł na wzgórzu, a światło z pokoiku Diany mrugało swoją zwykłą szczeliną. Widnokrąg Ani zacieśnił się nieco, od owego wieczoru, kiedy powróciła z Seminarjum do domu. Lecz pomimo że ścieżka ścieląca się obecnie przed jej stopami, była wąska, czuła iż kwiaty spokojnego szczęścia zakwitną na niej.  Radość i szczęście jakie stwarza gorliwa praca, nadziei  pełne dążenia i serdeczna przyjaźń staną się jej udziałem. Nic nie potrafi ukrócić skrzydeł jej wyobraźni, ani przytłumić idealnego świata jej marzeń. I zawsze będzie mogła spoglądać poza skręt gościńca.

       - Życie jest piękne! szeptała Ania z zachwytem.


      A oto opracowanie Grażyny Szaraniec, wydawnictwo Bellona, Warszawa 2013:

      Wieczorem długo Ania siedziała przy swoim oknie na górze. Czuła,  że jest jej dziwnie lekko na duszy. Wszystko było na swoim miejscu: wiśnia kołysała gałęziami, mięta pachniała jak szalona, gwiazdy migotały nad czubami sosen, a przez starą szczelinę między drzewami sączyło się, jak dawniej, światło z pokoju Diany.

      Było inaczej niż wtedy, gdy wróciła z seminarium. Ciągle czuła, że grunt pod jej nogami  jest grząski i niepewny. Ale już wiedziała, dokąd idzie.

      -Życie jest naprawdę nieprzewidywalne. I  piękne - pomyślała, zanim zasnęła.

       

      Nosz jajejuńciu, co autorka opracowania chciała zrobić z tym fragmentem? Uwspółcześnić? Skrócić? Poprawić? No po prostu nie rozumiem jak można w ten sposób postępować z tekstem i jeszcze wmawiać, że jest to "opracowanie literackie"!

      W ramach buntu nie będę czytała tego tłumaczenia i wystarczy mi tych kilka fragmentów, które przejrzałam, Dziękuję bardzo za więcej.

       

      Wszelkie reklamacje i pretensje jak zwykle na mekyabetsu@gazeta.pl.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      środa, 10 lipca 2013 00:25
  • środa, 29 maja 2013
    • Błękitnozamkowy tydzień

       

      Ostatni tydzień maja jest dla mnie tygodniem z Błękitnym Zamkiem odkąd poznałam straszliwą prawdę, że tłumaczenie Borawskiego\Bobrzynowskiego nie jest zgodne z oryginałem. Pisze on o marcu jako miesiącu urodzenia Valancy, co zawsze wywoływało u mnie zdziwienie. Klimat w Kanadzie zbliżony był według mojego wyobrażenia do naszego, więc nikt przy zdrowych zmysłach nie mógłby planować pikniku w marcu! Gdy dowiedziałam się, że to jednak był maj, w dodatku jego koniec, musiałam zmienić zdanie na temat rozsądku ciotki Wellington.

      Zawsze chciałam w jakiś sposób uczcić tę biedną Valancy, która w dzień swoich urodzin musiała zajmować się łyżeczkami, lub ich duchami. Piknik wyłącznie na jej cześć wydaje się być odpowiednim sposobem.

      Tak naprawdę każda okazja jest dobra na urządzenie pikniku, ale czyż końcówka maja nie jest jednym z najpiękniejszych momentów w ciągu roku? Montgomery ustami swoich bohaterów wychwala czerwiec, ale spowodowane jest to różnicą klimatów. U nas w czerwcu nie ma już kwitnących drzew owocowych, bzy również przekwitają i najpiękniejszym miesiącem jest zawsze maj. 

      125 urodziny Emilki Byrd Starr spędziłam leniwie bujając się na huśtawce ogrodowej, przysypiając w słońcu, słuchając bzyczenia pszczół i czytając o jej życiu. Pogoda była piękna, po tylu miesiącach zimna, zrobiło się nareszcie przyjemnie. Za to dzisiaj jest taka, jak w dniu urodzin Valancy i ma tak pozostać do końca tygodnia. Na pewno jednak wymyślimy jakiś miły sposób na uczczenie tego święta. Nie jesteśmy przecież ciotką Wellington! 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      środa, 29 maja 2013 10:27
  • czwartek, 11 kwietnia 2013
    • Różności

      Nie było mnie jakiś czas, a niedługo znowu mnie nie będzie:) Piszę więc co u mnie nowego:

      1. Ania z Zielonego Wzgórza z wydawnictwa Ibis - może być

      Wyszła Ania z Zielonego Wzgórza z wydawnictwa Ibis. Wydanie jest z opracowaniem Agnieszki Nożyńskiej-Demianiuk ale o nim za chwilę. Gdy tylko zobaczyłam na Allegro, że jest jakieś nowe wydanie, zaraz próbowałam dowiedzieć się w czyim tłumaczeniu jest. Nigdzie nie było na ten temat informacji napisałam więc maila do wydawnictwa Ibis z pytaniem o przekład. Nie odpisali, więc po paru dniach napisałam do nich znów a oni znów nie odpowiedzieli. Zirytowali mnie tym nieco ale pomimo wszystko zamówiłam sobie tę Anię.

      Nie jest to nowe tłumaczenie lecz opracowanie na podstawie przekładu Rozalii Bernsteinowej.

      Koszt książki w twardej oprawce wyniósł 17,50 zł, czyli prawie połowę tego co wydanie Skrzata i sporo mniej niż z Algo w broszurowej oprawie. Papier jest miękki, bardzo przyjemny w dotyku, czcionka całkiem w porządku. 

      Książkę tylko przejrzałam, przeczytałam jednak uważnie opracowanie, które zjeżyło mi włosy na głowie. W pierwszym rozdziale "Biografia i twórczość Lucy Maud Montgomery  (1874-1942)" możemy przeczytać "Autorka napisała jeszcze około 20 powieści o życiu dziewcząt, a ich bohaterkami były Emilka i Pat. W latach 1889-1942 ukazało się też dziesięć tomów jej własnych pamiętników"! 

      Opracowanie nie wnosi nic nowego i świeżego, jest po prostu zwykłym brykiem, napisanym bardzo ciężkim i topornym językiem. Brakuje mi czegoś takiego jak w wydaniach z opracowaniem Grega czyli ważnych cytatów podanych na końcu wraz ze stroną na której można je znaleźć. Akurat w Aniach z Grega (a wydano pierwsze cztery tomy) tego nie ma, ale w wielu innych książkach z tego wydawnictwa jest i zaoszczędziło mi to mnóstwo czasu przez te lata kiedy parałam się pisaniem prac maturalnych. Cokolwiek by nie mówić o wydaniach lektur z Grega (na przykład okropna czcionka, ponoć ułatwiająca szybkie czytanie czy przerażające ilustracje) to te opracowania ze wskazaniem konkretnego miejsca w tekście są cudowne.

      2. Panie z Missalonghi - zdecydowanie NIE!

      Kolejną rzeczą o jakiej chciałam napisać jest to, że trafiłam wreszcie na Panie z Missalonghi Collen McCullough, porównywane często do Błękitnego Zamku.

      Jak rany, ta książka jest straszna! Jest źle napisana, źle skonstruowana a bohaterka jest odrażająca, wulgarna, głupia, irytująca i żałosna. O ile na początku (prawie identycznym jak ten błękitnozamkowy) było jeszcze całkiem, całkiem, to im dalej tym gorzej, a już zakończenie pobiło wszelkie rekordy idiotyzmu. 

      Nie polecam nikomu!

      3. W powietrzu czuć wreszcie wiosnę - zdecydowanie na TAK!

      :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 kwietnia 2013 12:52
  • sobota, 23 lutego 2013
    • Enid Blyton

      Postanowiłam poprawić swój mocno zardzewiały angielski i od dziś poczynając nauczyć się każdego powszedniego dnia pięciu nowych angielskich słówek. W soboty i niedzielę przyswoję po dziesięć. Wiem, że dam radę, metoda ta przyniosła świetne wyniki w trzeciej klasie liceum, kiedy w połowie drugiego semestru okazało się, że nie mam szans na zdanie matury na poziomie oceny dobrej.

      A skąd to postanowienie?

      Skończyłam ostatnio czytać książki Enid Blyton z jej serii "pensjonarskich". Na początek wybrałam "Pierwszy semestr w Malory Towers" i "Drugą klasę w Malory Towers" (obie Podsiedlik-Raniowski i Spółka, 2002, seria Kakadu).

      Opowiadają one o uroczej szkole Malory Towers, do której zaczyna uczęszczać Dorotka Rivers. Są to pierwsza i druga część sześciotomowej serii o Malory Towers.

      Kolejną książką za którą się zabrałam był "Niezwykły rok bliźniaczek" (Egmont, 1993) czyli pierwszy tom z innej serii - St. Clare's.

      Tutaj zapoznajemy się z nieco rozpieszczonymi bliźniaczkami, które trafiają - jakże by inaczej - do szkoły z internatem dla panien. Seria o szkole St. Clare's i przygodach bliźniaczek również zawiera się w sześciu tomach.

      Ktoś mógłby zapytać - a jaki ma związek przeczytanie trzech książeczek o szkołach z internatem z nauką angielskiego?

      A otóż ma i to ogromny!

      Po prostu te książki to jedyne z tych serii jakie wydano po polsku.

      Podsiedlik- Raniowski i Spółka wprawdzie na ostatniej stronie drugiego tomu zamieścili okładkę tomu numer trzy, ale zrobili to chyba na złość, tak jak ta osoba z Naszej Księgarni, która w wydaniu Ani z Zielonego Wzgórza z 2001 roku o trzeciej i czwartej części pamiętnika Montgomery (przypominam: "Chwile smutku, chwile szczęścia (1910-1916)" i "Godzina cieni (1916-1921)") napisała, cytuję dosłownie: "wkrótce"! 

      Uczę się więc pilnie słówek (na gramatykę przyjdzie czas kiedy indziej. Albo wcale nie przyjdzie, co jest wysoce prawdopodobne) i mam nadzieję, że za jakiś rok-dwa przeczytam dalsze ciągi tych historii, bo są naprawdę niesamowicie wciągające! Dawno nie czytałam tak dobrze napisanych książek dla dzieci. Oczywiście jest w nich sporo moralizatorstwa, ale też są zabawne i urocze. Bohaterki są dziewczynkami z krwi i kości, mają swoje wady i zalety, dobre i złe strony. Niektóre fragmenty są po prostu naiwne, zwłaszcza cudowne przemiany, ale nie umniejsza to wartości tych książeczek.

      Tym, co czytają po angielsku - polecam serdecznie.

      Tym, co po niemiecku - również bo na ten język przełożono całkiem sporo książek Enid Blyton.

      Ale tym, co tak jak ja ledwo przebrną przez artykuł biograficzny Blyton na angielskiej Wiki, serdecznie odradzam.

      Jejciu, jak bardzo chciałabym się dowiedzieć co dalej!

      Edycja, 30 minut później:

      Odkryłam, że Japończycy narysowali dwudziestosześcioodcinkowy serial o przygodach bliźniaczek w roku 1991. Tytuły pod jakimi jest znany to: 

      Japanese: おちゃめな双子 -クレア学院物語-

      English: The Mischevious Twins
      Synonyms: Ochame na Futago: Claire Gakuin Monogatari,
      Mischevious Twins: Story of Clare Academy,
      The Twins at St. Clare's,
      Hanni & Nanni
      Czterominutowy trailer można obejrzeć na Youtubie:
      A tutaj opening:
      Japończycy, jak się okazuje filmują wszystko. Przez wiele lat byłam pewna, że jestem nieźle zorientowana w temacie animacji z Kraju Kwitnącej Wiśni, ale pisanie mojej pracy magisterskiej uświadomiło mi, że to co wiem, to jedynie czubek góry lodowej. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      sobota, 23 lutego 2013 13:27
  • sobota, 16 lutego 2013
  • czwartek, 10 stycznia 2013
    • Wpis bez tytułu

      Nowe Anie odebrałam dopiero w poniedziałek wieczorem, i doprawdy wierzcie mi, nie miałam ani chwilki aby do nich porządnie zajrzeć!

       

      Dzisiaj więc opowiem tylko krótko o tym co rzuciło mi się w oczy.

      Po pierwsze: tłumaczenie. 

      Ania z Zielonego Wzgórza jest w przekładzie Ewy Łozińskiej-Małkiewicz. Następne tomy w tłumaczeniu tejże oraz Katarzyny Małkiewicz. Nie wiem czy to coś zmienia, jeszcze ich nie przeczytałam, jednak przekład na pierwszy rzut oka wydaje się być zupełnie przyzwoity.

       

       

      Po drugie: zapowiedź na tylnej okładce.

      Tylna okładka Ani z Zielonego Wzgórza wygląda tak:

       

      (jeszcze nigdy nie miałam telefonu, który robiłby gorsze zdjęcia, chyba w końcu naprawię ten skaner...)

      Zapowiadają więc osiem tomów, z tego co rozumiem w tłumaczeniu tej samej pani. Nie powiem, uśmiecha mi się to, co już napisałam wcześniej. To może być coś zupełnie nowego.

      Po trzecie: okładki. 

      Okładki utrzymane w tej samej, dosyć spokojnej na pierwszy rzut oka stylistyce. Jednak wrażenie burzy ustawienie tych książek na półce. Jak rany, wyglądają razem jak nastolatka wybierająca się na dyskotekę!

      Zdjęcie nie oddaje nawet w połowie jak bardzo kolorowe są te grzbiety, no po prostu coś niezwykłego. Pierwszej nocy po odebraniu tych książek miałam sen, w którym całą noc nie mogłam pozbyć się różowo-niebiesko-zielono-fioletowej apaszki. Co ją wyrzucałam przez okno, to znajdowałam ją w lodówce, gdy tylko wrzuciłam ja do kontenera na ubrania, okazało się, że mam nią związane włosy. I tak przez cała noc, dopóki się nie obudziłam!

      Gdy tylko znajdę chwilkę, napiszę coś więcej, a na razie idę szukać kaloszy, bo u nas leje i leje jak głupie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      czwartek, 10 stycznia 2013 13:48
  • czwartek, 03 stycznia 2013
  • niedziela, 16 grudnia 2012
    • Nowe tłumaczenia Ani?

       

      Już jakiś czas temu na Allegro wyśledziłam nowe wydania pierwszych czterech tomów Ani. Dzisiaj poszperałam trochę głębiej i wiem co następuje:

      - wydane zostaną:

      Ania z Zielonego Wzgórza,

      Ania z Avonlea,

      Ania na uniwersytecie,

      Ania z Szumiących Topoli,

      - wszystkie będą w tłumaczeniu Ewy Łozińskiej-Małkiewicz,

      - wydane przez wydawnictwo Algo,

      - w księgarniach pojawią się 9 stycznia 2013 roku,

      - a okładki mają wyglądać tak:

       

      Ania z Zielonego Wzgórza nowe wydanieAnia z Avonlea nowe wydanieAnia na uniwersytecie nowe wydanieAnia z Szumiących Topoli nowe wydanie

       

      Czekam więc do 9 stycznia aby powiedzieć coś więcej na temat tych nowych wydań. Ciekawa jestem czy poprzestaną na tych czterech tomach, czy zostaną wydane następne i czy również w tłumaczeniu tej samej osoby. To byłoby coś zupełnie innego od tego co znamy, czyli każda książka z innej parafii, z innymi imionami, nazwami i podejściem tłumacza do nawiązań kulturowych. 

       

      Podejrzewam, że ten wysyp nowych wydań ma coś wspólnego z tym, że w tym roku obchodziliśmy 70 rocznicę śmierci Montgomery, więc jej dzieła 1 stycznia 2013 roku powinny przejść do domeny publicznej. Ponieważ się jednak na tym kompletnie nie znam, jest to jedynie mój domysł.

      A Wy coś wiecie na ten temat?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      mekyabetsu
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 grudnia 2012 15:32

Wyszukiwarka

Zakładki

Kanał informacyjny

Opcje Bloxa